Sebastian ( Elrond) zgłosił się do mnie przez internet. Ponad rok
przed wyprawą. Napisał że jego marzeniem jest jechać na Spitsbergen, i
czy mogę mu pomóc.
Ponieważ takich zapytań w ciągu roku jest wiele, a
znakomita większość śmiałków rezygnuje wobec kosztów, ogromu
przygotowań i wielu umiejętności które trzeba posiąść, przyznaję nie
traktowałem go na serio.
Z czasem jednak korespondencja rosła.
Pytania były na temat, Sebastian przedstawił mi listę sprzętu który
ma, i listę rzeczy które umie. Zacząłem mu pomagać w zakupach sprzętu,
i doradzać w innych sprawach.
Potem był zimowy wyjazd Sebastiana w Tatry. Prawdopodobnie GPS który
sprzedałem uratował mu życie.Tatry był dla niego
dobrą lekcją. Zrozumiał ile zależy od przygotowań ,oraz to że na
bezpieczeństwie nie ma co oszczędzać. A ja zrozumiałem że on naprawdę
jest zdeterminowany żeby zobaczyć Arktykę.
Cykl przygotowań Sebastiana zakończył nasz zimowy wyjazd w Karkonosze
( tu link do tego wyjazdu ).
Marka znam znacznie dłużej. Przemykaliśmy obok siebie jeszcze w liceum.
Jakoś długo nie zdawałem sobie sprawy z jego polarnych marzeń.
Z czasem pomogłem Markowi zdobywać odpowiedni sprzęt , który
kolekcjonował rozważnie i powoli.
Potem
próbowaliśmy razem zdobyć pieniądze na duży projekt Grenlandii, ale
okazało się że to zbyt znaczna kwota żeby nam się udało.
Tak więc miałem poczucie winy wobec Marka że nie udało nam się razem
wybrać na północ.
Sebastian który początkowo planował że pojedzie sam, kilka
miesięcy przed wyjazdem zapytał mnie wprost czy nie pojechałbym
razem z nim. Podziękowałem za zaufanie ,ale byłem bardzo pochłonięty
tworzeniem Polskiego Centrum Ekspedycyjnego i jakikolwiek wyjazd nie
byłby możliwy. Wtedy pomyślałem o Marku.
Marek jako osoba bardzo rozważna i spokojna był w moim mniemaniu dobrym kompanem dla
szalonego Elronda.
Skontaktowałem ich ze sobą i....chłopaki pojechały razem.
Myślę, że każdy z nich na tym na swój sposób skorzystał.
Nietaktem byłoby nie wspomnieć o Kasi Połchowskiej, żonie Marka.
Kasia cały czas pomagała Markowi w wyprawie, przygotowywała
mu jedzenie , przerabiała odzież, i w zasadzie we wszystkim miała
swój ogromny udział. Do dziś uśmiecham się pod nosem kiedy
przypominam sobie jak Kasia futrowała Marka kolejnymi porcjami
obiadu, dodatkowymi łakociami , deserami i czymkolwiek tylko żeby
Marek odłożył więcej tłuszczu przed wyprawą.Czasami to wyglądało tak,
że to Kasia jedzie, a nie Marek. Naprawdę miło było patrzeć, jak
Kasia wspiera Marka w realizacji tego przedsięwzięcia, mimo że nie
było jej łatwo.
Rafał Król
|